Wstałam o świcie. Wczoraj, o zgrozo, nie miałam nawet chwili, żeby się przemienić. Postanowiłam zrobić to teraz.
Stanęłam na środku pokoju – pamiętałam, że po przemianie będę dużo większa.
Wtedy przypomniałam sobie, że nie wiem, jakiego koloru mam sierść! Jak mam się skoncentrować na swojej wilczej postaci, kiedy nie wiem, jak wyglądam?!
No cóż. Rozebrałam się i skoncentrowałam na czymś ogólnie wilczym. I nic. Nie no, ludzie, bez jaj.
Spróbowałam jeszcze raz. Przeszedł mnie gorący dreszcz o przemieniłam się. Ha!
Obejrzałam się. Moja sierść była w kolorze piasku, ale o bardziej nasyconym odcieniu. Jakby… złota? Tu i ówdzie miałam czarne plamy. Żyć nie umierać, po prostu ślicznie! Wyglądam jak gepard! I tyle z barw maskujących.
W tej chwili uświadomiłam sobie, że nie mam jak wyjść z pokoju. Przez okno?
Z ciężkim westchnieniem (w wilczym wykonaniu brzmiało to zabawnie) przemieniłam się z powrotem i ubrałam. Na ramiona narzuciłam plecaczek i wylazłam przez okno, starannie omijając klombik. Jeśli nawet nikt tych kwiatków nie uszkodzi, to i ja i one dostaniemy niedługo ciężkiej nerwicy.
Pobiegłam do lasu a ubranie zostawiłam pod drzewkiem i zamaskowałam.
Po przemianie pobiegłam w las. Było wspaniale, nie czułam żadnych ograniczeń. Pędziłam jak wiatr, albo sportowe BMW. Chociaż wcale nie czułam się jak Bardzo Mały Wóz. Raczej bardzo duży.
Nagle usłyszałam odgłos uderzających o ziemię łap.
Jacob? – wysłałam myślami z nadzieją.
To ja.
Skąd wiedziałeś, że się przemieniłam?
A jakoś tak. Wyczułem.
Nie dość, że masz niesamowicie rozwinięte 5 zmysłów, to jeszcze szósty sobie wyhodowałeś. – poskarżyłam się.
Można tak to ująć.
Ale jednak, dziwnie jest cię słyszeć we własnej głowie.
Mnie? Twój tata, Camilla, słyszał 10 głosów.
Wariat?
Nieee, duża sfora.
Czyli jednak wariat. Ha! Nic dziwnego, że zwiał. A czy my nie powinniśmy słyszeć jeszcze Erica?
Po pierwsze: nasze maleństwo śpi jak suseł. Po drugie, za daleko się przemienił. Sam tworzy osobną sforę.
To dobrze. – odetchnęłam z ulgą.
Tak jeszcze jego na doczepkę bym tu nie wytrzymał.
Jeszcze?! Podobno słyszenie moich myśli to miała być przyjemność.
Ups! No, tak tylko mówię.
Mam nadzieję. Ciekawe, czy Eric znajdzie sobie kogoś do towarzystwa.
A bo co? Czemu się tak nim interesujesz? – pomyślał zazdrośnie Jacob Junior.
Wybuchłam wilczym śmiechem.
Po prostu chcę mieć pewność, że nie przyczepi się do nas.
Jacob zadrżał.
Tak, to by było okropne.
Ja również się wzdrygnęłam.
Ech, i tak niedługo wyzwolisz w sobie krew Alfy i zwiejesz razem z Eric’em.
Przyjrzałam mu się surowo.
Czy ja wyglądam na masochistkę?
* * *
Spokojnym truchtem pobiegliśmy do miejsca, gdzie zostawiłam ubranie. Jacob Junior zajumał mojemu tacie patent z woreczkiem na nodze.
Ale o co chodziło z tą krwią Alfy?
Tak jak twój tata.
????????
Nie wiesz? Jak Sam, wtedy Alfa wydał złą decyzję i chciał zabić Bellę, to Jacob Senior przypomniał sobie, że dziedziczna krew Alfy płynie w jego żyłach i zwiał Samowi.
To tak można?
Jeśli jest się dziedzicznym Alfą, a władzę sprawuje ktoś inny.
Nie wiedziałam. – wyszeptałam. – A ty skąd o tym wiesz?
Mój tata zwiał zaraz po nim. I zrobili drugą sforę.
Ale dlaczego ja nic o tym nie wiem?!
A skąd mam wiedzieć? Spytaj się go, a nie się drzesz na niewinne wilki.
Niewinne, też coś!
Czemu jesteś na mnie zła?
Tak naprawdę byłam zła na tatę – że zataił coś przede mną. Ale dlaczego?
* * *
Gdy wróciłam do domu, wszyscy byli już ,,na nogach”. A raczej po prostu wstali z łóżek.
Jak zwykle podwoziliśmy Jacoba. Gdy tylko wsiadłam razem z nim i mamą do porsche Alice, włączyłam radio.
-I’m on a highway to hell! /Jestem na autostradzie do piekła./ – zaryczało z głośnika.
Parsknęłam śmiechem.
-Totalnie aktualne.
-Taaa. – przeciągnął Jacob ze zrezygnowaną miną.
Na przerwie Susan powitała mnie lawiną pytań. Po chwili zastanowienia wcisnęłam jej kit o małym przeziębieniu...
-A tak w ogóle to zabawne, że masz brata Jacoba i chłopaka Jacoba.
-Tak, dziwne. – mruknęłam. /Ja TEŻ MAM brata Adama i MIAŁAM chłopaka Adama. Ten jakże rozkoszny duecik skutecznie obrzydził mi cały rodzaj męski./
Na matmie nauczyciel przywitał nas szerokim uśmiechem.
-Witajcie w piekle!
Dostałam ataku chichotu zaksiążkowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz